Posty

Rozdział piąty, w którym jedni zostaną zgaszeni, a inni się zapalą

  6 października 2009 r.   Ten moment tuż przed naciśnięciem migawki, kiedy wstrzymywał oddech, a czas trochę zwalniał, bo w końcu w obiektywnie pojawiał się idealny kadr, Oskar lubił najbardziej. Oczywiście zdawał sobie sprawę ze swoich niedoskonałości, zarówno technicznych jak i sprzętowych. Cykał foty zwykłą małpką, bo jego ostatni, drogi aparat stracił życie w odmętach Łyny, kiedy Oskar niepomny, że pod stopami kończy mu się brzeg, wlazł do rzeki, próbując zrobić zdjęcie odlatującego łabędzia. Nie dość, że zmoczył buty, to rozwścieczył też ptaka, który w geście oburzenia syknął i cały się nastroszył, podnosząc gniewnie skrzydła tak, że Oskar do dzisiaj miał gęsią skórkę jak o tym myślał. I może Okoye nie był jakoś bardzo strachliwy i miłość do fotografii nie raz i nie dwa zaprowadziła go w jeszcze gorsze sytuacje, ale wtedy po prostu scykał i upuścił aparat wprost do rzeki. Niestety nie dało się go już odratować, bo po dokładnym wysuszeniu wciąż nie działał, a pan ...

Rozdział czwarty, w którym zaczyna się nowy dzień

3 października 2009 r. Cholerna dziurka od klucza wirowała jak szalona i nawet na chwilę nie chciała, skubana, stanąć w miejscu, żeby Kuba mógł otworzyć drzwi. Właściwie nie tylko ona wirowała, bo gdy Kuba szedł po schodach bardzo szybko zauważył, że wirowała cała klatka i drzwi sąsiadów. Wspinaczka w takim stanie była naprawdę trudna, cud, że udało mu się pokonać wszystkie stopnie i nie skręcić przy tym nogi. Chociaż dwa razy się potknął. Za drugim razem, zresztą, uderzył głową w poręcz. Zasadniczo Kuba nie uważał się za jakiegoś imprezowicza, bo za bardzo nie ciągnęło go ani do kieliszka ani do baletów, ale, trzeba przyznać, że jak już szedł w miasto, to bawił się po mistrzowsku. Ludzie z jego roku byli świetni, a przynajmniej tak o trzeciej trzydzieści nad ranem sugerował mu zamroczony alkoholowymi oparami mózg. Czas spędził fenomenalnie, pił, tańczył, chyba palił papierosa, ale nie pamiętał. No i z nikim się nie pobił! Widzisz, świecie? To wcale nie było takie trudne — K...